Trudno nie mówić

Ostatni miesiąc i każdy następny dzień są dla mnie bardzo smutne – zalegające sprawy w urzędach państwowych, które muszę załatwiać osobiście. Bardzo dawno tego nie robiłam, bo nie musiałam, ale to czego doświadczyłam teraz, nie nadaje się do publikacji, jednak postanowiłam, że to uczynię.

Dostęp dla osób niepełnosprawnych w budynkach administracji państwowej kończy się właściwie na podjeździe i tu również kończy się pomoc osobom potrzebujacym wsparcia fizycznego. Mnie nie zależy aby ktoś inaczej, specjalnie mnie traktował, swoim wózkiem ”stanę”  i grzecznie poczekam na swoją kolej.

Przeszkodą jest – nazwę to „bufet” – wysoki blat, który uniemożliwia jakąkolwiek komunikację dla siedzących osób po obydwóch jego stronach tj. pani urzędniczka po jednej, po drugiej ja.

Nie dość, że się nie widzimy to jeszcze nie słyszymy tzn. mnie bo przecież nie mówię. Totalna klapa, ale to jeszcze nie koniec problemów, nie mogłam podpisać dokumentów z prostej przyczyny, moje nogi w wózku na wysokość nie mieściły się pod żadnym blatem. Pozostało mi pisać na kolanie w mało komfortowej pozycji, na przyszłość powinnam wziąć ze sobą własny stolik.

Na koniec platforma (raczej atrapa) zamontowana na ścianie budynku urzędu, której cytuję słowa pani urzędnik „od dawna jest zepsuta”. Teraz już wiem czym różni się dostęp całkowity miejsc publicznych dla wszystkich (uregulowany ustawami w większości krajów europejskich, od dostępu częściowego- zapisanego w polskich ustawach).

Całkowity dostęp miałam okazję osobiście doświadczyć podczas pobytu w Paryżu. Kilka dni wystarczyło, aby przekonać się na czym polega pomoc państwa osobom, które są sprawne inaczej. W każdym obiekcie użyteczności publicznej są windy i widoczni bardzo mili i chętni pomóc we wszystkim asystenci, nawet przy najbardziej znanych muzeach, czy kościołach. Dostęp do podziemnego metra – zapewniają liczne windy zainstalowane właściwie na chodnikach tzw. ulicy.

Nasze realia w ratuszu, ZUS’e też już poznałam.

I tak, gdyby ze mną nie było mojej Małgosi, to nic bym nie załatwiła.

Na razie mam dosyć bycia normalną, zwyczajną obywatelką. Jednak mam nadzieję, że przy następnej koniecznej okazji – aby nie za szybko – załatwiania spraw sytuacja się zmieni w obsłudze ludzi, u których walory fizyczne są podobne do moich, to znaczy znikome.