Relacja ze spotkania z dr Zbigniewem Bajką na temat kondycji i problemów dziennikarstwa obywatelskiego w Polsce

W spotkaniu udział wzięli:
  • dr Zbigniew Bajka – ekspert d/s przemian na rynku polskich mediów i środowiska dziennikarzy;
  • dr Agnieszka Hess – zajmująca się zagadnieniami społeczeństwa obywatelskiego i komunikacji społecznej;
  • studenci dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego;
  • wolni słuchacze – odbiorcy mediów.

Na wstępie zostały przedstawione pytania i odpowiedzi zadane przeze mnie we wcześniejszym wywiadzie z dr Zbigniewem Bajką (wywiad zamieszczony na Antybarierze w dniu 31.05.2012r.). Stały się one obszarem do dyskusji dla wszystkich obecnych.
Jaka jest różnica między dziennikarzem obywatelskim a uczestniczącym?

ZB: Pytanie dotyczy kwestii definicji, których jest wiele: od bardzo ogólnej do mocno rozwiniętej. W ogólnym pojęciu dziennikarzem obywatelskim może być każdy, nawet osoba wysyłająca zdjęcie do mediów. Dziennikarstwo uczestniczące oparte jest na obserwacji i uczestniczeniu człowieka w pewnych wydarzeniach, który następnie opisuje je i czeka na komentarz innych osób. Zawiera również komentarze zainteresowanych danym wydarzeniem ludzi, niekoniecznie  bezpośrednio w nim uczestniczących (np. ACTA). Może być pewnego rodzaju debatą lub dyskusją publiczną. Najbardziej wiarygodnie brzmią przekazy ludzi biorących bezpośredni udział w wydarzeniu, niż komentarz z tzw. drugiej ręki, który przeważnie jest już mocno zniekształcony. Istnieją cechy wspólne dla dziennikarstwa obywatelskiego i uczestniczącego. Zasadą jest, żeby dziennikarz uczestniczył w tym, co się dzieje i co opisuje. Wiele elementów dziennikarstwa obywatelskiego pokrywa się z dziennikarstwem normalnym. To co je różni, to fakt, iż zajmują się nim niezawodowcy oraz zakres opisywanych spraw. Można sądzić, że dziennikarstwo obywatelskie będzie zajmowało się sprawami globalnymi. Jednak siłą dziennikarstwa obywatelskiego jest zajmowanie się sprawami z kręgu najbliższego. Wśród ekip zainteresowanych danym problemem tworzą się tzw. komitety obywatelskie, które swoją działalność opisują w  gazetkach obywatelskich (osiedlowych, kampusowych itp.). Dużo gazet lokalnych, które można zaliczyć do szerokiego nurtu obywatelskiego, robione było przez nieprofesjonalistów. Trudno dziś uwierzyć, ale były to tysiące gazet wydawane techniką maszynową. Nie było wówczas komputerów i wydawnictwa kopiowane były na maszynach do pisania.
Motorem pracy jest chęć zmian w naszym życiu.
AK:Czy organizacje pozarządowe, wszelkiego rodzaju fundacje, stowarzyszenia mogą stanowić formę dziennikarstwa obywatelskiego?  
ZB: Portal danej organizacji, który skutecznie wciąga zainteresowanych do dyskusji na stronie , mieści się w kategoriach publicystyki obywatelskiej, dziennikarstwem jednak nie jest.
AH: Jeśli dana strona prowadzi komentarz rzeczywistości, to można zaliczyć ją do sfery publicystyki obywatelskiej, natomiast jeśli tylko informuje o fundacji i jej działaniach, to już mniej.
ZB: Weźmy na przykład pod uwagę stronę fundacji Owsiaka, która działa cały rok, choć przeprowadza swoją akcję raz do roku Tak naprawdę widać jej efekty przez 12 miesięcy, więc ponieważ jest to zjawisko coraz szersze, to niewątpliwie do nurtu działań obywatelskich powinno się zaliczać.
AK: Czy dziennikarstwo obywatelskie w Polsce, przez to, że zaistniało w sferze politycznej i chciało oddziaływać na politykę, pozostawiło jakiś ślad w rozwoju dziennikarstwa?
AH: To jest to co nas interesuje jeśli chodzi o nasze wykłady. Dzisiaj mówimy, że dziennikarstwo obywatelskie rozwijało się w okresie, kiedy tworzył się symbol społeczeństwa obywatelskiego, czyli w latach 80. Po 1989 roku rozwinęła się działalność stowarzyszeniowa oraz nastąpił wysyp gazetek obywatelskich. Ale to wszystko było podyktowane tak ważnym celem jak zmiana otaczającej nas rzeczywistości.
ZB: Wszystko co działo się po roku 1989 jest polityką. My mówimy „okrągły stół”, ale mało kto wie, że najbardziej gorące dyskusje toczyły się w tzw. „pod stoliku medialnym”. Strona solidarnościowa reprezentowała tu twarde stanowisko. Uważała bowiem, że jeśli kraj ma się zmienić, to muszą media być obywatelskie, prywatne, jakiekolwiek, ale nie państwowe. Proszę zauważyć. Zapadła decyzja, która likwidowała największą w Europie spółdzielnię wydawniczą, całkowicie zależną od państwa i od partii. W tej chwili nie ma państwowej prasy. Jeszcze do niedawna rząd miał udziały w Rzeczpospolitej. Mamy tylko wpływ państwa poprzez partie na media publiczne. Co też nie jest dobre. Ale nie dzieje się tak tylko w Polsce, czego przykładem jest BBC, która ulega różnym układom politycznym. Tak więc na pewno zmiany w dziennikarstwie zaczęły się od polityki, ponieważ trzeba było zmienić wszystko, łącznie z konstytucją.
AH: Osobiście w tych latach studiowałam i kojarzę ten okres m.in. jako budowanie mediów studenckich. Na każdym wydziale powstawały różne gazetki, często prezentujące sprzeczne poglądy, ale tworzone od dołu i, co szczególnie ważne, nie wspierane instytucjonalnie. W latach 90-tych powstał np. „WUJ” – Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego celem było pokazywanie studenckiej perspektywy na uczelnię, także krytycznego spojrzenia na Jej władze. Dzisiaj, odnoszę wrażenie, że redakcje pism studenckich przekazują bardziej wizję władz uczelni niż studentów.
ZB: Żadna władza nie lubi kontroli i komentarzy,szczególnie drukowanych. Ja nad tym boleję. Sam byłem swego czasu obrońcą WUJ-a i wiem, że władze uczelni bardzo niechętnie godziły się na takie publikacje bez cenzury. A jeśli już to nie chciały być w tych gazetkach krytykowane, ponieważ wychodziło to na zewnątrz, a nikt nie chce kalać własnego gniazda Dzisiaj informacje tego typu możemy uzyskać jedynie podczas dyskusji społecznościowych.
AH: Ten wątek ma głębszy sens, a mianowicie kwestię finansowania i niezależności od różnego rodzaju środowisk i władz. Nie przyszłoby mi do głowy, żeby pójść do rektora z prośbą o finansowanie gazetki studenckiej, i myślę, że zasadą prawdziwych mediów obywatelskich powinna być niezależność finansowa. Ale tutaj zaczyna się odwieczny dylemat idei i praw rynku. Z pewnością, kanały internetowe rozwiązują go w dużym stopniu. Ale, jak się ma w Polsce niezależność dziennikarstwa obywatelskiego?
ZB: Dziennikarstwo obywatelskie naśladuje normalne dziennikarstwo, a to normalne jest strasznie spolityzowane.
AH: A to nie jest wynik tego, w jaki sposób transformował się rynek mediów i w jaki sposób powstawało dziennikarstwo obywatelskie?
ZB: W 2000r., jak kończyłem swoją karierę, jako szef stowarzyszenia, nawiązywałem do okresu międzywojennego, kiedy funkcjonował bardzo silny związek dziennikarzy zawodowych. Tego w chwili obecnej nie ma. Próbowałem doprowadzić do powstania czegoś takiego. Upieram się, że zawód dziennikarza powinien być licencjonowany. Powinien z jednej strony podlegać kontroli odpowiedniego ciała na szczeblu krajowym, a z drugiej strony powinien być objęty opieką. Dzisiaj dziennikarza w Polsce można wyrzucić w 5 minut. I wyrzuca się ponieważ zatrudnia się absolwentów, stażystów, za dużo niższe wynagrodzenie. Dzisiaj uczymy na wykładach, żeby dziennikarz nie zaprzyjaźniał się z politykiem. A rzeczywistość jest taka, że organizowany jest np. bal charytatywny dziennikarzy i polityk obłapuje dziennikarkę, a np. Gazeta Wyborcza – nadaje tytuł Człowieka Roku – premierowi.
AH: A wiec, nie ma w Polsce mediów niezależnych?
ZB: Tak, nawet ktoś powiedział, że albo jest model współpracy, albo model antagonisty. A u nas nie wiadomo, co jest. Ja wiem, że dziennikarze nie mogą żyć bez polityki, bo muszą skądś te informacje zdobywać, ale bez przesady.
AH: Jeśli mówimy o obiektywizmie, to warto zastanowić się nad zmianą roli współczesnego dziennikarza w ogóle. Może należy uznać fakt, że dziennikarz relacjonujący i odwołujący się do wydarzeń współczesnych nie jest wolny od poglądów politycznych, może je jedynie ukrywać przed odbiorcami. Wtedy dylemat dotyczy kwestii, czy dziennikarz na wizji ma być uczestnikiem rozmowy, czy biernym prowadzącym – znaczy ukrywającym swoje zdanie. Pytanie będzie dotyczyć wtedy kwestii, jak kategoryzujemy neutralność i niezależność dziennikarską? Dla mnie neutralny dziennikarz to jest ten, który nie wchodzi w dyskusję, tylko zostaje obserwatorem wydarzenia, które moderuje. Natomiast niezależność gazety, czy niezależność medium polega na przedstawieniu różnych stron i oddzieleniu komentarza od treści. Ja osobiście wolę, gdy dziennikarz pozostaje gospodarzem rozmowy, a nie jest stroną w dyskusji. Ale, czy współcześnie taka postawa będzie klasyfikowana w kategoriach obiektywizmu dziennikarskiego?
ZB: Twórca tygodnika Time, na pytanie, czy to pismo będzie obiektywne, zapytał: O jakim obiektywizmie mówicie. Nie ma czegoś takiego, jak obiektywizm w dziennikarstwie. I nie będziemy się zajmowali problemem obiektywizmu. Będziemy przedstawiali stanowiska różnych stron, a oprócz tego będziemy pokazywali własne stanowisko. Na przykład w Stanach Zjednoczonych bardzo wyraźnie pokazany jest ten główny tekst publicystyczny, gdzie zbiera się informacje i opinie z różnych stron, jest materiał źródłowy i osobno jest komentarz. W Polsce, według mnie, tak rozumiany obiektywizm nie istnieje. I my możemy uczyć studentów, możemy im mówić o najszlachetniejszych rzeczach, ale jak trafiają oni do jakiejś redakcji, to natychmiast pracodawcy wybijają im to z głowy.
AK: I to różni dziennikarstwo od dziennikarstwa obywatelskiego. Według mnie, jeżeli jest szefostwo, to nie ma dziennikarstwa obywatelskiego!!
ZB: Dziennikarstwo obywatelskie powinno być forum permanentnej dyskusji. Zawsze każdy temat może się kiedyś skończyć. Dyskusja może się rozszczepić na inne tematy. Ale tak jest, że jeśli ktoś sobie podporządkowuje innych, to stara się wszystkim narzucić własne zdanie. To jest niebezpieczne, choć niestety bardzo ludzkie. W każdej grupie jest ktoś, kto próbuje ludzi okrzesać.
AH: Albo jest, jak to socjologia określa, przywódcą permisyjnym, czyli nie do końca chce, ale i tak wszyscy go słuchają.
ZB: Więc ja chyba jestem takim przywódcą, bo nigdy nie chciałem być żadnym prezesem, a od szkoły podstawowej ciągle czymś rządziłem.
AK: Jeśli dziennikarstwo uczestniczące jest praktyką i daje możliwość rozwoju, to czy potrzebne jest kształcenie zawodowych dziennikarzy w Polsce?
ZB: Dziennikarz to nie jest ten zawód, kiedy się czeka na papier licencjata, czy magistra. Cały sukces pierwszych lat dziennikarstwa po roku 1989 polegał na tym, że dziennikarze już od pierwszego roku studiów pracowali. Pierwsze składy Gazety Wyborczej, łącznie z naczelnymi, to byli nasi absolwenci.
AH: Tak, ale wtedy było wiele ofert pracy.
ZB: Zgadza się. Raz, że wycięto wtedy wielu dziennikarzy, ale i tworzyły się nowe media. Wtedy wszędzie przyjmowano do pracy, a media, zwłaszcza mądre, uczyły. Dziś media zatrudniają kogoś, nie sprawdzając, czy potrafi się on wysłowić. Wracając do pytania Agaty uważam, że potrzebne jest kształcenie dziennikarzy. W Polsce uczą dziennikarstwa na 117 kierunkach. Jest kilkanaście specjalizacji. Począwszy od dziennikarstwa internetowego, poprzez organizację produkcji filmowej i telewizyjnej, czy dziennikarstwo sportowe na AWF-ie. Ale myślę, że powinno się kształcić w tym kierunku ludzi zadeklarowanych. Człowiek najpierw powinien popracować, jako dziennikarz, a jak się sprawdzi w zawodzie – powinien być wysyłany na studia. Teraz przychodzą ludzi po maturze na studia dziennikarskie i otwarcie mówią, że sami jeszcze nie wiedzą, czy chcą pracować w zawodzie dziennikarza. Dlatego, ja bym Was chciał przekonać do pytania Agaty. Osobiście uważam, że dziennikarstwo obywatelskie jest jedną z możliwości praktycznego wdrażania się w zawód.
Głos z Sali: Ale, czy w związku z tym, nasz kierunek jest potrzebny?
ZB: Rynek to dyktuje. Jeśli 117 kierunków ma studentów, to znaczy że jest. Już na bardzo wielu uczelniach kończy się politologia, za chwilę zakończy się zarządzanie, bo już nie będzie kim zarządzać. Specjalistów od zarządzania mamy w Polsce setki. Moim marzeniem jest, żeby studia dziennikarskie uczyły warsztatu. Chciałbym, żeby dziennikarz w Polsce był dobrym rzemieślnikiem. Reasumując. Dziennikarstwem obywatelskim należy zaczynać.
AH: Dziękuję uprzejmie. Na koniec ostatnie pytanie Agaty. Czy w kontekście tego, co zostało tutaj powiedziane, Antybarierę można nazywać dziennikarstwem obywatelskim?
ZB: Jeśli będą to tylko wpisy Agaty, to będzie to zwykły blog. Jeśli natomiast założymy, że będzie to forum dyskusyjne, że będą tam głosy innych i będzie to miejsce wymiany poglądów, to pewnie będzie można to nazwać dziennikarstwem obywatelskim.
Głos z Sali: Ale na blogach bardzo często jest możliwość komentowania wpisu. Potem autor odnosi się do tych komentarzy.
ZB: Dlatego u podstaw powinno być zaproszenie, że ma to być forum wymiany poglądów.
AH: Taka właśnie jest idea Antybariery.
AK: Wszystkim bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia i aktywny udział w jakże interesującej dyskusji.

Dodaj komentarz