Koziołki

Oczekiwanie na koziołki.

Ważne prywatne sprawy podrzuciły mnie na kilka dni do Poznania. Oczywiście obowiązkowo w samo południe odwiedziłam na Starym Rynku (cały w kocich łbach, kiepskie chwile dla mnie) w Ratuszu Poznańskie koziołki. Zaskoczyła mnie popularność tego miejskiego „urządzenia błazeńskiego”, ujrzałam międzynarodowe skupisko ludzi oczekujące na pojawienie się rogaczy. Podobnie odbywa się w wielu naszych miastach, chociażby w moim ukochanym Krakowie taka atrakcje turystyczną jest smok wawelski u podnóża Wawelu ziejący ogniem. Dość oryginalne, kolorowo ozdobione są elewacje kamienic poznańskiego rynku.  

„Jest to najlepiej zachowany i najwierniej odwzorowany zespół kramów dawnego bazaru. Budy śledziowe istniały tutaj już w XIII wieku. W XV wieku ich właściciele, zrzeszeni w cechach budników, zaczęli wznosić murowane domy na wąskich parcelach z kramem w przyziemiu i izbami mieszkalnymi na wyższych piętrach. Wejścia do kramów ukryte były w podcieniach, które w pierwszej połowie XVI wieku otrzymały obecny wygląd. https://gloswielkopolski.pl/stary-rynek-wszystkie-tajemnice-poznanskich-kamieniczek-zdjecia/ar/10430930

Mieszkałam w hotelu bez barier, po mieście poruszałam się komunikacją państwową. Zdecydowana większość taboru jest dostępna dla wszystkich. Brawo dla włodarzy miasta. Niby drobiazg, ale jednak niebieski przycisk po pierwsze działa, po drugie nareszcie odpowiedni i w dostępnym miejscu. Fajnym uczuciem jest nawet najmniejsza namiastka samodzielności.

Warto poznać,możesz uratować człowieka.

  Podczas jazdy tramwajem można się również nauczyć. Pozytywnie zaskoczyła mnie naklejona na szybie tramwaju „ściąga „udzielania pierwszej pomocy-ratowania ludzkiego życia.  W prosty sposób, każdy jest w stanie zrozumieć co w takiej niecodziennej chwili trzeba zrobić.

“Wszyscy razem w jednym rzędzie…”

Biblioteka Wojewódzka w Koszalinie, mieszcząca się przy Placu Polonii w centrum miejskiej zieleni przynajmniej raz w roku pęka w szwach.

Od kilkunastu lat w pierwszych dniach września zamienia się w zaczarowane miejsce i czas. Poznajemy wielu fantastycznych ludzi twórców, artystów, sportowców – ich losy pokazane w kadrze filmowym (zwycięzców i pokonanych), które reżyseruje często samo życie.

EFF Intergacja Ty i Ja, bo o tej imprezie mówię udostępnia nam obrazy z udziałem osób z niepełnosprawnością w społeczeństwie. Przedstawiane są losy ludzi, którzy w życiu zawodowym często kogoś ratowali (np.: medyk, strażak), sekundy w jednej z akcji decydują że stają się ofiarami tragedii i sami potrzebują pomocy.

Siła, wiara, obecność i pomoc bliskich, pomaga im w powrocie do życia. Festiwal jest imprezą, w której Jury w skład którego wchodzą ludzie polskiego ekranu musi wyłonić zwycięzcę oraz przyznać wyróżnienia. Serdecznie współczuję członkom komisji, muszą wybrać faworyta i przez to kogoś skazać na przegraną. Według mnie wszyscy jesteśmy mistrzami, dlatego, że chcieć to znaczy móc – reszta stanowi dodatek.

Cieszę się, że mogłam być uczestnikiem imprezy wydawałoby się malutkiej lokalnie, która przedstawia wolę walki i siłę zwycięstwa człowieka w każdym miejscu na ziemi. W większości  bohaterem jest przedstawiciel tzw. płci brzydkiej.

Poza konkursem udało mi się wreszcie obejrzeć film pt: ”Kręcisz mnie”, komedia, gdzie główną rolę gra dziewczyna na wózku. W ubiegłym roku zawitał do kin, na -jeden dzień. Nie był kasowy i usunięto go z afisza.

Zastanawiam się dlaczego ”Nietykalni” (również komedia ale ukazująca perypetie mężczyzny na wózku) staje się hitem kinowym oglądanym przez uwaga – 50 milionów widzów!?

W ramach festiwalu zorganizowano spotkanie z Robertem Więckiewiczem, aktorem grającym jedną z głównych ról w filmie pt: ”Jak pies z kotem” – projekcja odbyła się poza konkursem. Tematem filmu jest relacja między braćmi (znani reżyserzy kina polskiego), jednego z nich sięga niepełnosprawność po udarze mózgu. Zakładamy, że przedstawiony obraz będzie wielkim dramatem, co jest błędem. Przed projekcją filmu smaczku dodał poprzez przezabawnie opowiedziane scenki pan Robert Więckiewicz. Nic więcej nie powiem, film naprawdę warto obejrzeć.

Udało mi się również przy tak zwanej okazji przekazać kilka książek z mojej domowej biblioteki, które znajdą kolejnego czytelnika. Dziękuję za pięknie spędzony czas i do zobaczenia za rok.

Próbna jazda na cztery

Plac manewrowy

Fajna pogoda pozwoliła mi wyjechać kolejny raz na trasę, plac manewrowy, który urządziłam sobie w koszalińskiej Sportowej Dolinie.

W zamyśle mam podróż do Mielna drogą rowerową (tym wózkiem mogę poruszać się po ścieżkach rowerowych).

Dzisiejsza jazda próbna ujawniła kilka moich niedociągnięć w prowadzeniu pojazdu mechanicznego na drodze publicznej, w tym cofanie i parkowanie tyłem.

Jazda do przodu nie sprawia mi najmniejszego kłopotu. W następnej wyprawie wiem o co muszę zadbać,bo przecież trening czyni mistrza.

W czasie jazdy korci mnie wciskanie czwartego biegu, czuję powiew wolności – Gosia musi za mną zwyczajnie biec.

Jest jeszcze piąty bieg, ha,ha..

Moja osobista instruktorka wystawiła mi ocenę dobrą.

Kąpiel w Bałtyku

Zbliża się koniec wakacji, a wiec czas na posumowanie wypoczynku nad morzem Bałtyckim. Dysponując własnym środkiem transportu wydaje się, że sprawa jest prosta. Dojechać można wszędzie, podróż potrwa trochę dłużej, wąskie jezdnie co za tym idzie-jedzie przez kilometrowe korki, m.in. do Mielna, ale tak się dzieje przy większości popularnych miejsc wypoczynkowych.  Jeżeli w planach urlopu wyruszamy w dalszą podróż wybór własnego pojazdu jest słuszny, jednak są jeszcze inne rozwiązania szczególnie gdy mieszkamy  w pobliżu nadmorskich kurortów. Mieszkam w Koszalinie, kilkanaście kilometrów od Morza Bałtyckiego. Uśmiecham się w chwilach gdzie się przedstawiam w nowym środowisku i próbuję określić gdzie mieszkam, zawsze słyszę stwierdzenie: „….a tak, tak Koszalin to te miasto koło Mielna…”

Zacznę od drugiej, innej strony. Od dłuższego czasu, mocno irytowało, smuciło mnie stwierdzenie – ‘’Niemożliwie jak będąc, mieszkając od Bałtyku zaledwie 15 minut, być na plaży zaledwie kilka razy do roku’’. W sezonie letnim „podróż” samochodem lub autobusem mija się z celem, ponieważ trwa około 1 do 1½ godziny, w niekończącym się korku przy tropikalnych temperaturach można dosłownie wykorkować. Z transportu publicznego na tej trasie najbardziej popularne są tzw. busy, niestety nie dla mnie, mój pojazd się nie zmieści.

Od kilku lat w Koszalinie istnieje  podmiejski szynowy transport publiczny, również do Mielna. Od tego sezonu dostępny jest również dla nas wózkowiczów, co postanowiłam osobiście przetestować.

Windy przed budynkiem dworca PKP oraz na peronach kolejowych opisałam w moich poprzednich relacjach. Czas rozpocząć podróż. Z kupnem biletu (wbrew wcześniejszym informacjom) nie miałam żadnego problemu.

Procedury transportu publicznego PKP wymagają od podróżnego z niepełnosprawnością poruszającego się na wózku, zgłoszenia i wypełnienia osobiście szczegółowego formularza na 48 godzin przed podróżą. Dobrze, daleka podróż może potrzebne, ale we Francji nikt ode mnie niczego takiego nie wymagał, zwiedziłam Paryż poruszając się tylko transportem publicznym, również koleją.

Na tę podróż procedury zostały mi podarowane, wycieczka trwała 15 minut, nie mogła odbyć się bez bariery-schodka.

Różnica poziomów między peronem a podwoziem wagonu wynosiła około 50 cm, na szczęście sympatyczna i przystojna, a przede wszystkim dobrze przeszkolona załoga pociągu  pomogła. Owszem w asyście przejdę nawet spory kawałek, ale zeskakiwać, albo samodzielnie podskakiwać na kilka metrów w górę nie jestem w stanie, zwyczajne nie mogę.

Warunki przejazdu dobre, dużo przestrzeni na pojazdy, i ku mojemu zaskoczeniu dostępna toaleta DLA WSZYSTKICH.

Przykry widok zastałam na  plaży, mnóstwo śmieci dosłownie wszędzie. W myślach przeklinałam użytkowników morskich kąpieli, jednak myliłam się oskarżając wczasowiczów. Wandalami okazują się ptasie ‘’gangi’’ mew i rybitw, które dziobami rozrywają worki, coraz częściej goszczą również w Koszalinie. Dlaczego? Brak ryb w morzu?!

Tego dnia podjechałam wózkiem, blisko wody po gumowej macie (prosty pomysł ale jak doskonały) z myślą o małej kąpieli. Niestety, deszcz, gwałtowne ochłodzenie i lodowata woda zdecydowanie osłabiły moje chęci. Przyjdzie na to czas.  

Kupować kota w worku

Opowiem Wam historię, która mi się ostatnio przydarzyła.                  Zacznę od początku. Robiłam zakupy, w jednym z największych sklepów sieciowych, do koszyka wrzuciłam m.in. opakowanie wkładek (najbardziej popularnej firmy na rynku). Na obecną chwilę, wtedy za słabo na mnie podziałało (teraz już wiem) dało mi do myślenia za duża lekkość tej paczki. Przy kasie samoobsługowej po zeskanowaniu towaru, waga nie odnalazła tego artykułu. Doradca handlowy, czyli pracownik sklepu zwyczajnie „przepchnął” w programie kasy na następny produkt.

Kupione przeze mnie to pudełko wkładek było oryginalnie zamknięte co uśpiło moją czujność (po artykuły sięgam zawsze z głębi półki, opakowania z brzegu są przeważnie uszkodzone i niepełne. W domu okazało się, że w sklepie miałam słuszne wątpliwości, szkoda tylko, że nie potraktowałam od razu ich poważnie.

Pudełko było, tak mi wyglądało, na oryginalne zamknięte, po otwarciu opakowania okazało się, że jest całkowicie puste. Za dziesięć złotych kupiłam kartonik bez zawartości. Za głupotę, własną bezmyślność trzeba płacić.

NIE DAJCIE SIĘ OSZUKAĆ, SPRAWDZACIE KAŻDE OPAKOWANIE ARTYKUŁU, KTÓRY ZAMIERZACIE KUPIĆ.

Moje miasto otwiera się…

Każdy chciałby nad morzem...
Droga bez barier.

Bardzo się cieszę, że już teraz podróż do i z Koszalina dla osób z niepełnosprawnością staje się łatwiejsza. Winda przy dworcu jest i działa, sama sprawdziłam. Koniec koszmarnych niekończących się objazdów po wątpliwie równych chodnikach. Do windy, którą wymieniłam wcześniej prowadzi piękny, aktualnie po remoncie tunel podziemny.

Podróż pociągiem stała się dla mnie realna. Mam taką nadzieję i zamierzam już wkrótce przetestować trasę do Mielna. Pochwalić się nią a nawet być przewodnikiem dla znajomych i przyjaciół, uczestników zbliżającego się festiwalu filmowego INTEGRACJA TY I JA. Poprzednie lata były ubogie w komunikację podmiejską.

Rozkład jazdy.

W ubiegłym roku rozkład jazdy pociągu do Mielna obowiązywał do 31 sierpnia. Impreza filmowa rozpoczyna się w pierwszych dniach września, a gdyby tak… chociaż o te kilka dni. Byłoby extra, sama też bym chętnie skorzystała z tak dogodnej dla wózkowiczów podróży nad nasze morze.

Jak co roku o tej samej porze….

Mniam, mniam…

Stało się już zwyczajem, że w trakcie mojego pobytu w Krakowie odwiedzam też moje serdeczne przyjaciółki, zwyczajowo zwane Baśkami. Wiewiórki, bo o nich wspominam mieszkają w parku im. Wojciecha Bednarskiego na Podgórzu. Jest to bardzo urokliwe miejsce.

Tak stało się i tym razem, czekały i zachowywały się jakbyśmy rozstały się wczoraj. Minął równo rok od naszego ostatniego spotkania i nic się nie zmieniło. Pełne energii i zaufania zabrały się rozkosznie za bufet zapełniony smakołykami tj. orzeszkami włoskimi.

Do zobaczenia za rok.

Weekend w plenerze

Ostatni weekend w Krakowie obfitował w plenerowe imprezy.

Piątkowe popołudnie spędziłam na Rynku Głównym w gronie sympatycznych ludzi. Trwał XX Małopolski Tydzień osób z niepełnosprawnościami. Rozstawiono dużo namiotów, w których zorganizowane grupy ludzi niepełnosprawnych ”chwaliły się” swoimi osiągnięciami, twórczością i umiejętnościami. Własne przeżycia, przekonały mnie nie raz, ile trzeba włożyć siły, koncentracji myśli a często wiele łez, aby wykonać prozaiczną czynność, którą w pełnej sprawności wykonujemy właściwie prawie automatycznie. Dużym zainteresowaniem cieszyła się liczna drużyna szachistów, która zapraszała do wspólnej gry. Sama nie umiem grać, ale miłym zaskoczeniem był widok ustawionej kolejki chętnych. Niezwykłe wrażenie wywarł na mnie mecz koszykówki, warunkiem udziału w grze było poruszanie się na wózku.

Widziałam podejmowanie prób grania w pozycji siedzącej przez osoby sprawne. Oj, nie łatwe to zadanie, jestem pełna podziwu dla zawodników.

O 20-tej na scenie Rynku Głównego wystąpił zespół aktorów z niepełnosprawnością o nazwie EXIT.

Repertuar zawierał słowa różnych psalmów ubarwione rytmicznym bluesem. W trakcie występu jeden z widzów otworzył przypadkową stronę Księgi Psalmów. Wspólnie z widownią stworzono następny utwór, który razem zaśpiewaliśmy. Gwiazdą wieczoru był Marek Piekarczyk, którego znałam jedynie z roli jurora muzycznego programu telewizyjnego.

Piękny człowiek i koncert, widać było, że publiczność zebrana wokół estrady nie była przypadkowa. Były wokalista rockowej grupy TSA, prekursorów heavy metalu w Polsce, tytułowy Jezus w rock – operze pt. Jezus Christ Superstar. Poderwał całą publikę do wspaniałej zabawy. Śpiewom a nawet tańcom nie było końca, trudno było się rozstać.

Przesadnie moim zdaniem nazwana hucznie „Festiwalem kawy” impreza  zorganizowana  na Tarasach Wiślanych, była mierna. Owszem wybór kaw smaków, różnorodność mieszanek i sposobów parzenia była pokaźna, słodkości również, ale organizacyjnie całość imprezy mocno kulała. Zabrakło mi klimatu w jakim powinno się delektować małą czarną.

Spory tłum kawoszy zmuszony był do przepychania się między ciasno ustawionymi stoiskami. Miejsca siedzące graniczyły z cudem, ja miałam swoje ze sobą (towarzyszy mi już od piętnastu lat, ale ten czas pędzi). Dawno zapomniane miejsce, brudno, toalety dla mnie niedostępne przez schody. Szkoda miałam nadzieję miło spędzić czas. Niestety.

Muszę się przyznać, że nie mam szczęścia do krakowskiej pogody, chciałam obejrzeć Paradę Smoków – smocze widowisko pod Wawelem. Zarówno rok temu, jak w tym roku potężna ulewa skutecznie mnie przegoniła, zdążyłam jedynie odwiedzić smoka wawelskiego.

Może w przyszłym roku…?                                                                                                              

Wybory poza domem

Stawiam krzyżyk…

Mój udział we wczorajszych wyborach do Parlamentu Europejskiego (po raz pierwszy) potwierdza regułę, że jak bardzo się chce, to można.

Pobyt w Krakowie, zaplanowany już miałam od dawna, okazało się, że właśnie w tym czasie odbędą się wybory. W koszalińskim ratuszu wydano mi imienne zaświadczenie, które pozwoliło zagłosować poza miejscem zamieszkania. W samym  Krakowie miałam dowolność wyboru Okręgowej Komisji Wyborczej, ze względu na dostępność obiektu. Po raz kolejny stwierdzam, co mnie bardzo cieszy, miasto Kraków jest miastem przyjaznym dla ludzi z niepełnosprawnościami.

Samo głosowanie przebiegło sprawnie.

Wśród sporej grupy wyborców niestety nie spotkałam nikogo na wózku.

Mój pierwszy…bieg

Niezwykłe towarzystwo.

Czas na podsumowanie mojego udziału w WINGS FOR LIFE WORLD RUN.

Czytaj dalej “Mój pierwszy…bieg”