Dawanie i odbieranie życia, czyli zabawa w Boga.

Opinią społeczną wstrząsnęły ostatnio dwa wydarzenia, pozornie nie związane ze sobą. Jedno dotyczyło odmowy wykonania zabiegu aborcji kobiecie, która miała świadomość, podpartą badaniami prenatalnymi, że w jej łonie jest mocno uszkodzony płód. Drugie zaś związane było z walką matki, która nie zgadzała się na odłączenie od respiratora swojego siedemnastoletniego syna, u którego zdiagnozowano śmierć mózgu.
Jakie to dziwne pobudki kierują lekarzami podejmującymi za nas takie decyzje.
„Ocalone” przez profesora Chazana dziecko przeżyło w męczarniach kilka dni, natomiast matce ktoś beztrosko zafundował ogromną dawkę stresu i bólu. Przez 9 miesięcy nosiła pod sercem dziecko ze świadomością, że urodzi się chore i bez szans na normalne życie. I tak też się stało. Dziecko z jednym okiem i to bez powieki, z oponami mózgowymi nie osłoniętymi kośćmi czaszki, przeżyło 10 dni. Podobno nie cierpiało… bo cały czas miało podawaną morfinę – w przeciwnym wypadku ból, który towarzyszyłby jego krótkiemu życiu byłby niewyobrażalny.
źródło: onet.pl
Mama młodego człowieka, który w miniony piątek uległ wypadkowi i w ciężkim stanie trafił do szpitala, nie mogła pogodzić się z okrutną diagnozą – śmiercią pnia mózgu. Nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że to już koniec. Jestem w stanie to zrozumieć i myślę, że większość matek nie zdecydowałoby się na odłączenie swojego dziecka od aparatury podtrzymującej życie. Zwłaszcza, że w takich wypadkach cały czas ma się wrażenie, że pacjent żyje i zaraz otworzy oczy.
źródło: tvp.pl
Decyzja profesora Chazana w pierwszym przypadku, jak i walka lekarzy o narządy siedemnastolatka są w równym stopniu bezduszne. Profesor tłumaczy się deklaracją sumienia. Natomiast transplantolodzy z pewnością chcieli ratować inne życie. Ale jeden i drugi przypadek pokazuje, że ktoś tu próbuje bawić się w Boga, zapominając o najprostszych ludzkich emocjach. Takich jak ból i cierpienie.

Dodaj komentarz