Kategorie
Blog

Mój wirtualny spacer

Każdy z nas ma takie miejsce na ziemi za którym tęskni. Dla mnie jest to mój kochany Kraków.

Ja i smok

W obecnych czasach pandemii, gdzie obowiązuje izolacja i zakaz swobodnego poruszania się moim lekarstwem na poprawienie stanu ducha jest film. Uwierzcie mi, że kiedy zaczynam tęsknić za miastem Kraka zawsze dziwnym trafem w przeszukiwaniu programu TV „wpadają mi w objęcia” „Anioł w Krakowie” lub „Zakochany anioł”. Filmy reżyserowane przez Artura Więcka, który w sympatycznym klimacie przedstawia losy głównego bohatera (fantastycznym odtwórcą jest Krzysztof Globisz) tj. anioła, który za dość „oryginalne” zachowanie w niebie, zostaje ukarany. Jego władze zwierzchnie zsyłają go na ziemię, przez pomyłkę trafia do Krakowa. Romantyczna komedia, w której scenografię w większości tworzą krajobrazy Krakowa. Nie wiem, ile razy oglądałam, ale za każdym razem w trakcie trwania filmu odnajduję w swojej pamięci miejsca w których powstawały kadry, co powoduje, że chwilami wraz z aktorami (bardziej wirtualnie oczywiście) spaceruję po uroczych zakątkach miasta.

Budzą się wspomnienia, sięgam do prywatnych zdjęć i czuję się trochę lepiej. Oczywiście obrazy z filmu nigdy nie zastąpią osobistych własnych wrażeń, dlatego jeszcze nie wiem, kiedy, ale cierpliwie poczekam.

Odwiedzę moje kochane miasto.

Kategorie
Blog

Hau, hau… miau, miau…

Chociaż na chwilę pragnę odskoczyć od koronawirusa. Czy jest to możliwe, czy zacznę dyskusję wśród nas?

Ostatnio poruszyła mnie, nie tyle treść przeczytanego artykułu, fakty.interia.pl/ciekawostki/news-psy-rozrozniaja-slowa-podobnie-do-ludzi, nId,3378754 co komentarze poniżej, tj. Dyskusja na zadany temat.

W skrócie naukowcy amerykańscy badaniami próbują udowodnić, że nasze domowe czworonogi potrafią odczytać zdecydowanie więcej słów niż podstawowe polecenia typu: siad lub leżeć. Ja to wiem, ponieważ przez całe moje życie zawsze towarzyszył mi pies, kolejny członek rodziny. Wiele czynności wykonywałam w asyście kosmatych rudzielców -terierów walijskich (Ażot, Erol I, Erol II).

Sadzę, że każdy wielbiciel mokrych nochali ma podobne zdanie. Jestem natomiast smutno zaskoczona wpisami pod artykułem, znalazło się kilka wpisów, gdzie mogę powiedzieć jedynie: Jeżeli nie ma się nic do powiedzenia to lepiej pomilczeć…

Od kilkunastu lat towarzyszy mi kotka Megutka, która jest najpiękniejszą, najlepszą moją asystentką i równocześnie opiekunką. Od chwili wypadku nie mówię, mimo tego Meggi doskonale orientuje się we wszystkim. Tak jakby czytała w moich myślach, znała moje doraźne potrzeby. W czasie snu czasami zdarza mi się coś „powiedzieć”, Meggi bez względu, gdzie się znajduje po chwili jest już obok mnie (przed mamą). Wymieniamy się miejscami, ja zwalniam jej miejsce siedzące w moim fotelu, Meggi miejsce leżące w moim łóżku. Kiedyś przesiadywała mi na kolanach, dzisiaj lokuje się w pobliżu mnie np. na blacie biurka.

Jest zawsze i wszędzie przy mnie, budzi mnie, jest przy kąpieli, towarzyszy przy posiłkach kładzie się razem ze mną. Zasypia dopiero, gdy upewni się, że jest wszystko ok. Czy ktoś potrafi w logiczny sposób wytłumaczyć? Przecież nie rozumie moich słów, ponieważ ich zwyczajnie nie zna, nie słyszy.

Kategorie
Blog

Mój trening – na bakier

Teraz w najbliższym czasie (oby był dla nas wszystkich najkrótszy) jestem zmuszona całkowicie zawiesić moją rehabilitację. Z racji całkowitej izolacji odwołane są zajęcia w szpitalu i jednocześnie indywidualne w domu. Taki stan już trwa od trzech tygodni, teraz muszę to przedłużyć na czas trudny do określenia.

Zostań w domu.

Zostałam i wobec tego postanowiłam być dla siebie samej osobistym „trenerem”, ustalam program swoich ćwiczeń, które mogę przy niewielkiej asyście samodzielne wykonać.

Ćwiczę moje ‘’ulubione’’ brzuszki, ‘’skręty’’’ na boki, siad prosty na krześle, bez opierania się plecami.

Dbam bardzo o mięśnie siedzącej części ciała, które od czasu wypadku zdecydowanie nadwyrężam, lubię te ćwiczenia i nie ukrywam są efekty.

Na stałe w moich zajęciach domowych wpisane są częste spacery ‘’pod pachę’’ z moja Małgorzatą po płaskiej powierzchni mieszkania w wiadomych kierunkach.

W zależności od aury zażywam kąpieli w promieniach słonecznych na balkonie. Fajna sprawa.

Przeglądając portale społecznościowe zauważyłam duży ruch w organizacji różnych ćwiczeń sprawnościowych na wielu nowych powstałych stronach internetowych. Niestety nie są to zajęcia dla osób z niepełnosprawnością. Wiem człowiek sprawny inaczej musi ćwiczyć w asyście specjalisty a poza tym przeważnie są to zajęcia bardzo indywidualne. Ja to wszystko wiem, ale w mojej sytuacji brak ćwiczeń na dłuższą metę bardzo szybko zniszczy efekty długoletniej rehabilitacji, dzięki której mogę troszeczkę samodzielnie funkcjonować w życiu.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich fizjoterapeutów, których znam, ale również tych których nie znam.

Zapewne jak większość z nas potrzebujących specjalistycznej rehabilitacji, ja też zaczynam odczuwać jej brak. Proszę o pomoc, może ktoś z wspólnych znajomych-fizykoterapeutów poprowadziłby na odległość w krótkich nagraniach instruktażowych, kilka ćwiczeń, które mogłabym wykonywać z pomocą Gosi. Po wdrożeniu się w konkretne ćwiczenie, mogłabym je umieścić na moim blogu w postaci krótkich filmów. Pomysł wydaje się być dobry, dawałby szansę wielu ludziom na podtrzymanie podstawowej formy fizycznej. Zobaczymy.

Kategorie
Blog

Moja izolatka

Zachód słońca na budowie.

Mojej ograniczonej sprawności fizycznej, od dwóch tygodni towarzyszy ograniczona wolność. Powody są znane nam wszystkim, nie jest tak źle, damy radę. W trudnych chwilach potrafimy się cieszyć i docenić co mamy. Dzisiaj a właściwie wczoraj, mogłam powiększyć obszar mojej izolacji. Piękna pogoda w parze z własnym balkonem pozwoliły mi na oddech świeżego powietrza.Całe dwie godziny. Nie sądziłam, że tak prozaiczne chwile mogą sprawić tak dużo radości.

Kategorie
Blog

Z nowym rokiem nowym krokiem

Zwis prosty równoległy do podłoża.

Od stycznia został zmieniony program mojej rehabilitacji, poznałam zespół nowych fizjoterapeutów koszalińskiego szpitala m.in; Beata, Renia oraz Magdę, która się mną zajmuje. Po rozmowach i po pierwszych ćwiczeniach po raz kolejny chcę powalczyć o moją samodzielność. Całkowicie nowym dla mnie zadaniem jest „zwis prosty równoległy do podłoża”, tj. przez 30 do 40 minut ‘’wiszę’’- trudno to opisać słownie, na zdjęciu dobrze widać o czym mówię.

W trakcie delikatnego bujania.

Wówczas lekko bujam się w każdą stronę, ćwicząc jednocześnie mięśnie szyi i karku. Nie potrafię tego fachowo wytłumaczyć, ale czuję duże rozluźnienie w czasie mojego ”zwisu prostego”, po czym staję na nogi i w asyście Magdy sama idę przez około 150 do 200m. Na początku nie rozumiałam tego mojego wiszenia, w czasie którego nabieram mniej spastycznej mocy, mam fajne uczucia lekkości mojego ciała, szczególnie później przy moim chodzeniu. Po raz pierwszy mam wrażenie własnego stabilnego chodu, bardzo luźnego i lekkiego.

Meta .

Po wypadku, abym czuła się bezpiecznie w czasie chodzenia zawsze była potrzebna asysta osoby drugiej.    Teraz w czasie chodzenia jakoś dziwnie potrzebuję więcej swobody, oby tak dalej.                                                                                                                                                                                        

Kategorie
Blog

Dzik-i lokator

Widok z mojego okna.

Dzisiaj rano wyjrzałam za okno i „ustrzeliłam” fotkę nowym dzikim sąsiadom. Od kilku dni kręciły się cztery dorosłe osobniki, został a raczej została jedna – locha, która mocno pracuje szarpie zarośla wyrywa gałęzie, z których buduje dość obszerny stos. Prawdopodobnie powstaje legowisko (barłóg) dla młodych tj.warchlaków. Zapewne powinnam zgłosić odpowiednim służbom obecność dzików blisko (około 10 metrów) od zabudowań, ale tego nie zrobię. Obawiam się, że jedynym sposobem pozbycia dzikich lokatorów byłby zwyczajnie odstrzał, a tego nie chcę.

Mam nadzieję, że powiększona o maluchy leśna rodzinka, w zdrowiu wróci szczęśliwie na łono natury.

Kategorie
Blog

Wspólne kolędowanie z Moniką K.

Cicha noc

W pobliżu mojego nowego domu jest kościół Św. Wojciecha.

W ostatnią sobotę zostałam mile zaskoczona zorganizowaną przez proboszcza śpiewającą imprezą. Tego wieczoru z liczną publicznością i zaproszonym gościem Moniką Kuszyńską wspólnie kolędowaliśmy.

Poznałyśmy się, tak odważę się powiedzieć z Moniką pięć lat temu na Festiwalu Filmowym Integracja Ja i Ty organizowanym od kilkunastu lat w Koszalinie. Pięknie wygląda, jest matką dwójki dzieciaczków. Koszalin jest dla Moniki szczególnym miejscem i bardzo lubi tutaj wracać. To u nas, dziesięć lat temu po dłuższej przerwie (spowodowanej jej wypadkiem samochodowym) pojawiła się na scenie po raz pierwszy poruszając się na wózku. Zaczęła nowy etap w swoim życiu, wokalistki na wózku. Fantastyczna dziewczyna, dla mnie niedościgniony wzór. Dowiedziałam się, że przyjedzie do nas ponownie we wrześniu 2020 r. na FF Integracja Ty i Ja, z czego się bardzo cieszę, może uda wtedy nam się trochę dłużej porozmawiać.

Przyszła mi do głowy refleksja.

Monika ma ograniczony ruch sceniczny (wiadomo – jest na wózku), a śpiewa, i fajnie, bo robi to dobrze, ja nie mogę mówić, staram się pisać, jako obywatelska dziennikarka (również od kilkunastu lat sprawna inaczej) zwracam uwagę, a widzę wiele rzeczy, z pozycji siedzącej, które są często  niewidoczne dla innych.

Kategorie
Blog

Radość przyduszona smutkiem

Od dwóch dni mieszkam już w moim nowym domu, w którym mam w końcu dostęp do Internetu. Szybko skreślam kilka słów i prezentuję parę zdjęć z mojego nowego mieszkania.

Niestety nie umiem się w pełni cieszyć, ponieważ dwa dni temu obył się pogrzeb mojego kumpla – Michała R.

Chodziliśmy do jednego przedszkola, później do jednej podstawówki, ale do innych klas. Po szkole podstawowej nasze drogi życiowe rozstały się. Z net’u  dowiedziałam się, że Michał od roku był poważne chory, walczył z nierównym przeciwnikiem – 4 grudnia przegrał – odszedł.

Jest mi bardzo smutno, był przygotowywany do przeszczepu już w styczniu, nie zdążył, zabrakło zaledwie, a jednak aż paru dni. Na sam koniec brak mi słów, szanujmy nasze życie.

Pozdrawiam.

Kategorie
Blog

Taniec dobry na wszystko

Moja kuchnia.

Dawno nie dawałam znaku życia, ale powodem nie było lenistwo. Jestem i wszystko jest dobrze, po prostu od dwóch miesięcy zajęta jestem urządzaniem mojego nowego domu (mieszkania). Tak, właśnie i jeżeli wszystko pójdzie według planu to…

Cieszę się, ponieważ mam windę od poziomu garażu, to jedno. Po drugie łazienka dostosowana do moich realiów, pokój fitnessowy konieczny – wiadomo, ale już jako osobne pomieszczenie. Całe mieszkanie swobodnie dostępne, na to wszystko naprawdę duży balkon. Wrócę do pisania już w nowym domu. Jednak muszę szybko coś napisać. Zupełnie przypadkowo wpadła mi w oko recenzja książki Łukasza Grassa ”Szlag mnie trafił”.

Bohaterką jest Monika, moja rówieśnica, która przeżyła udar (nazywa go szlag). Mnie kilkanaście lat temu (wypadek) trafiło zupełnie coś innego, ale bardzo bliskie stały mi się słowa dziewczyny, której podobnie jak mi świat zawalił się w kilku sekundach. …”Skrzydeł” dostała już na szpitalnym korytarzu, kiedy po wielu miesiącach niespodziewanie wpadła na pewnego lekarza. Marzyła o tej chwili. Chciała mu pokazać, że żyje, chodzi i mówi. Zastygli na moment, patrząc na siebie badawczo, ale Monika od razu rozpoznała twarz – to ten sam lekarz, który w pierwszych dniach po udarze powiedział jej matce, że jej córka umrze za kilka dni. Słowa, które wtedy usłyszała, mogły podciąć skrzydła nawet najbardziej walecznej osobie. Spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała: „Niech pan nigdy nie mówi głośno ludziom po udarach, że umrą. Oni wszystko słyszą”…

We wtorek odbiorę w księgarni zamówiony drukowany egzemplarz, audiobooka nie znalazłam – szkoda. Słowo czytane zdeklarowała mi moja siostra Margaret, ponieważ druk mocno nadwyręża mój wzrok. Monika jest niesamowitą dziewczyną, dzięki której zaczęłam myśleć o… tańcu. Dlaczego?

Pomyślałam sobie,ze skoro ktoś po udarze mózgu szykuje się do TRIATLONU, to ja antysportowiec mogę podjąć trening tańca, który kiedyyyyyyś był moim żywiołem. W Koszalinie jest kilka szkół tańca, nawet dostępnych, nabrałam ochoty, czy to dobrze okaże się już wkrótce.

Znalezione obrazy dla zapytania Szlag mnie trafił
Kategorie
Blog

Koziołki

Oczekiwanie na koziołki.

Ważne prywatne sprawy podrzuciły mnie na kilka dni do Poznania. Oczywiście obowiązkowo w samo południe odwiedziłam na Starym Rynku (cały w kocich łbach, kiepskie chwile dla mnie) w Ratuszu Poznańskie koziołki. Zaskoczyła mnie popularność tego miejskiego „urządzenia błazeńskiego”, ujrzałam międzynarodowe skupisko ludzi oczekujące na pojawienie się rogaczy. Podobnie odbywa się w wielu naszych miastach, chociażby w moim ukochanym Krakowie taka atrakcje turystyczną jest smok wawelski u podnóża Wawelu ziejący ogniem. Dość oryginalne, kolorowo ozdobione są elewacje kamienic poznańskiego rynku.  

„Jest to najlepiej zachowany i najwierniej odwzorowany zespół kramów dawnego bazaru. Budy śledziowe istniały tutaj już w XIII wieku. W XV wieku ich właściciele, zrzeszeni w cechach budników, zaczęli wznosić murowane domy na wąskich parcelach z kramem w przyziemiu i izbami mieszkalnymi na wyższych piętrach. Wejścia do kramów ukryte były w podcieniach, które w pierwszej połowie XVI wieku otrzymały obecny wygląd.

https://gloswielkopolski.pl/stary-rynek-wszystkie-tajemnice-poznanskich-kamieniczek-zdjecia/ar/10430930
Warto poznać, możesz uratować człowieka.

Mieszkałam w hotelu bez barier, po mieście poruszałam się komunikacją państwową. Zdecydowana większość taboru jest dostępna dla wszystkich. Brawo dla włodarzy miasta. Niby drobiazg, ale jednak niebieski przycisk po pierwsze działa, po drugie nareszcie odpowiedni i w dostępnym miejscu. Fajnym uczuciem jest nawet najmniejsza namiastka samodzielności.

Podczas jazdy tramwajem można się również nauczyć. Pozytywnie zaskoczyła mnie naklejona na szybie tramwaju „ściąga „udzielania pierwszej pomocy” – ratowania ludzkiego życia. W prosty sposób, każdy jest w stanie zrozumieć co w takiej niecodziennej chwili trzeba zrobić.