Człowiek uczy się przez całe życie. Doświadczyłam tego ostanio na własnej skórze. Wydawało mi się do tej pory, że wirusy mogą zagnieździć się jedynie w komputerze, dlatego też pilnuję, aby mój notebook był zabezpieczony aktualnym antywirusem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że zawirusowany jest mój router. Objawiało się to tym, że nie mogłam wejść na facebooka. Przy próbie otwarcia strony antywirus informował mnie o trojanie, który próbuje dostać się do mojego komputera. Okazało się, że mój router jest na czarnej liście urządzeń podatnych na wirusa.
W końcu nastały upały, na które wszyscy czekaliśmy. Niestety, co roku jak bumerang wraca temat pozostawianych w nagrzanych samochodach dzieci lub zwierząt. Coraz więcej pojawia się w mediach spotów przestrzegających ludzi przed konsekwencjami takiego postępowania. Niestety nie do wszystkich to dociera. Od wczoraj wszędzie z dużo większym natężeniem mówi się o tym temacie. A stało się to za sprawą śmierci 3 letniej dziewczynki pozostawionej przez 8 godzin w nagrzanym samochodzie.
1 maja 2014 r. minęło 10 lat od wstąpienia Polski i 9 innych krajów do Unii Europejskiej. Było to dla większości Polaków bardzo ważne wydarzenie. Dziś, podsumowując minione 10 lat mamy mieszane uczucia.
Bardzo istotną sprawą było otworzenie granic dla polskich pracowników. Z jednej strony dało to dobrze płatną pracę wielu osobom. Okupione jest to czasami rozłąką wielu rodzin. Często małżeństwa widują się tylko kilka razy do roku. Bywa również, że dzieci wychowywane są przez dziadków, ponieważ rodzice zarabiają za granicą.
To co jest modne w Stanach Zjednoczonych, bardzo szybko znajduje zwolenników i w naszym kraju. Często zupełnie bezkrytycznie przejmujemy jakieś dziwne sposoby na życie. Tak też się stało w przypadku tzw. „ospa party” (z ang. pox party) . Polega ono na organizowaniu przyjęcia przez rodziców dziecka chorego na ospę. Na takie party przychodzą rodzice z małymi dziećmi, a celem jest zarażenie swoich pociech. W USA dochodzi nawet do tego, że sprzedawane są pudełka z zarażonymi smoczkami, lizakami, czy kocykami. Nie dziwi mnie to, bo Amerykanie są bardzo specyficznym społeczeństwem. Ale nie spodziewałam się, że polscy rodzice tak bezmyślnie ulegną tej modzie.
Dziś chciałabym polecić lekturę artykułu, który mnie bardzo poruszył. W „Dużym formacie Gazety Wyborczej” z 10.04.2014r. pojawił się obszerny materiał zainspirowany tragicznymi wydarzeniami.
https://wyborcza.pl/duzyformat/1,137741,15767379,Czy_Bog_wybaczy_siostrze_Bernadetcie_.html)
W pierwszej części opisany został brutalny gwałt zakończony morderstwem ośmioletniego chłopca. Po policyjnym dochodzeniu okazało się, że jednym ze sprawców był dorosły już, były wychowanek Ośrodka Sióstr Boromeuszek. Wnikliwe śledztwo ujawniło koszmar, jaki przez wiele lat rozgrywał się w tym miejscu opieki nad dziećmi.
Opisane w kolejnych akapitach wydarzenia są tak przejmujące, że wierzyć się nie chce, iż miały miejsce w domu prowadzonym przez siostry zakonne. Wina dyrektorki, siostry Bernadetty jest tu bezsporna. Zastanawia mnie jednak, dlaczego lekarze, do których trafiały pobite dzieci, lub dzieci po próbach samobójczych, niczego nie zauważali. Nie bez echa powinien również przejść fakt, iż grono pedagogiczne przez lata także udawało, że nic złego się nie dzieje.
Jak można zapobiec takim tragediom, jak ta, która w minioną niedzielę wydarzyła się w Klamrach koło Chełmna? Są dwa aspekty tej sprawy.
Pierwsza to fakt, że dzieciaki, w wieku 13-16 lat, o tak późnej porze pozbawione były opieki dorosłych. Jak wynika z doniesień prasowych, bawiły się tuż przed wypadkiem na ognisku zorganizowanym na terenie gospodarstwa rodziców jednego z chłopców. Dlaczego zatem nikt z dorosłych nie zauważył, że w środku nocy dzieci postanowiły zrobić sobie przejażdżkę samochodem? Czy powinien być ustawowy nakaz chowania kluczyków przed nieletnimi? Bo niestety nie jest to odosobniony przypadek, kiedy to młody człowiek bez prawa jazdy siada za kierownicą.
Jako dziennikarka obywatelska, a jednocześnie osoba niepełnosprawna, postanowiłam poruszyć dziś temat rodziców, którzy ostatnio protestowali w Sejmie . Ludzie ci musieli zrezygnować z pracy zawodowej, ponieważ na co dzień zajmują się dziećmi wymagającymi całodobowej opieki. Nie są przez to w stanie zarabiać na życie, a przede wszystkim na odpowiednia rehabilitację swoich pociech. A ta, jak wiadomo, sporo kosztuje. Dostają wprawdzie dodatek rehabilitacyjny, ale jego wysokość jest, kolokwialnie mówiąc, śmieszna. Kwota 620-820 zł miesięcznie to zdecydowanie za mało, aby zapewnić dziecku (często jest ono dorosłym człowiekiem), godne warunki.
Od paru dni zastanawiam się nad tym, czy niemowa może być dziennikarzem. Bo tak naprawdę, czy ktoś zna dziennikarza, który nie mówi?
Moja przygoda z dziennikarstwem zaczęła się jeszcze w czasach, kiedy byłam zupełnie sprawnym człowiekiem. Niestety podczas studiów uległam wypadkowi i od 10 lat nie mówię. Nie pomagają spotkania z logopedą. Godziny ćwiczeń języka, ust i mięśni twarzy. Nie mówię i już. Mimo to udało mi się uzyskać licencjat z dziennikarstwa.
Podczas ostatniego weekendu miałam przyjemność bycia świadkiem 40. edycji Rajdu Monte Karlino. Nazwa jego jest zaczerpnięta ze słynnego Rajdu Monte Carlo. I kto by się spodziewał, że w tak niedużym mieście, jak Koszalin, można zorganizować całkiem wyjątkową imprezę.
sobota przywitała uczestników deszczem. mimo to, na linii startowej w karlinie pojawiło się wiele samochodów z całej polski. trasa niedzielnego rajdu przebiegała między innymi tuż pod moimi oknami i jak okazało, był to jeden najbardziej niebezpiecznych odcinków. rajdowi, towarzyszył pokaz zabytkowych samochodów.
Artykuł w Gazecie Wyborczej z dnia 15.03.2014r. udowodnił, że nie zawsze (https://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,15620337,On_leje_wode__sasiedzi_za_to_placa__a_sad_na_to_pozwala.html). Opisana została w nim sytuacja, gdzie jeden z mieszkańców osiedla na warszawskiej Białołęce od 4 lat korzysta z wody, za którą nie płaci. Wskutek tego, za jej zużycie Miejskim Wodociągom płacą pozostali mieszkańcy wspólnoty. Bohater artykułu jest bezkarny. Mało tego wygrywa sprawy w sądzie, ponieważ doszukał się luki prawnej, która mu takie zachowanie umożliwia.
Wprawdzie nie spotkałam się z aż tak perfidnym podejściem. Jednakże poruszył mnie ten temat, ponieważ wiem, że czasami sąsiedzi potrafią w sprytny sposób podłączyć się poza licznikiem do instalacji elektrycznej, czy gazowej w budynku wielorodzinnym. Utrudnia to często normalne życie domowe. Doprowadza bowiem do usterek w wadliwej, w tym momencie, instalacji.